Tag: Seattle

10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka

10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka

Ameryka zaskakuje tak pozytywnie jak i negatywnie. To, co dla Amerykanów jest normą, dla Polaków może być sporym zaskoczeniem. Wiele podobieństw i różnic pomiędzy kulturą amerykańską i europejską wywołuje gorące dyskusje. Na początek opiszę kilka ‘zwyczajnych’ rzeczy, które najbardziej rzucają się w oczy.

Continue reading „10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka”

Przeprowadzka do Stanów

Przeprowadzka do Stanów

Decyzja o przeprowadzce do Stanów motywowania była wieloma rzeczami. Teraz myślę jednak, że nasza wiosenna wizyta w Seattle całkowicie zmieniła nasze postrzeganie przyszłości. Już za tydzień spakujemy najpotrzebniejsze rzeczy w 4 kolorowe walizki i zaczniemy życie w szmaragdowym mieście. Wydaje się wam, że to szalone przedsięwzięcie? Continue reading „Przeprowadzka do Stanów”

Seattle na horyzoncie

Seattle na horyzoncie

Jak polecieć do USA i jak żyć w Warszawie?

Ten wpis jest o zwykłych ludziach, o mnie, o Tobie i Panu z Warzywnika. Jest o czekaniu, marzeniu i podróży. Warszawie, Seattle i Limie.


Na skrzyżowaniu al. Solidarności z Jana Pawła w Warszawie, pod arkadami dużego bloku, tuż przy automacie biletowym, swój mały warzywny straganik rozkładał pewien przeciętny Pan. Widywałam go tam ‘od zawsze’ i jeszcze jesienią, gdy w grubych rękawicach podawał kupującym jabłka i śliwki, pozdrawiałam go z uśmiechem. Potem zniknął…

Przygotowania do podróży szmaragdowe miasto

Nie jestem z tych, którzy miesiącami przygotowują się do podróży, a na miejscu mają już gotowy plan działania. Miałam w zwyczaju łowienie tanich lotów i jako takiego noclegu kilka miesięcy wcześniej, by potem ruszyć w nieznane i z ciekawością dziecka odkrywać kolorowe ulice Porto i alternatywne zakamarki Hamburga. Miałam – ponieważ moja ostatnia podróż była inna.

Po pierwsze, tak bardzo jak kiedyś lubiłam odkrywać nieznane w pojedynkę, tym razem nie poleciałam sama. Po drugie, ponieważ Ryanair nie zaoferował jeszcze tanich lotów do USA, bilety do szmaragdowego miasta musiały trochę kosztować. Moje wcześniejsze wizyty w Stanach to głównie wschodnie wybrzeże – Boston i NYC. Tym razem jednak, lot był nieco dłuższy i kończył się w Seattle w stanie Washington.

Bezsenność w Seattle

Jetlag– czyli zmęczenie spowodowane różnicą czasu, targało mną przez pierwsze trzy dni. Moi znajomi nie mogli się nadziwić, dlaczego chce mi się lecieć do Stanów tylko na tydzień, skoro jetlag nie pozwoli mi funkcjonować na pełnych obrotach. Mimo to, dla mnie wszystko miało sens.

To pozornie deszczowe miasto przywitało nas piękną, słoneczną wiosną i, bez względu na to jak wyobrażaliście sobie Seattle, jego krajobrazy i atmosfera całkowicie nas urzekły. Mogę nawet napisać, że urzekły nas tak, że zechcieliśmy tam zamieszkać.

IMG_20160305_130438
Golden Gardens Park
IMG_20160307_121354
Spring at University of Washington
IMG_20160306_123925-2 (1).jpg
Queen Anne Hill, Seattle – Wcale nie padało…

Tu, Teraz, To …

Ktoś kiedyś zapytał mnie czy tęsknię za Krakowem. Odpowiedziałam, że nie mogę za nim tęsknić bo, choć mieszkałam tam 5 lat, nigdy nie był moim domem. Z resztą, tak samo dobrze musiałabym tęsknić za podkarpaciem, Bray w Irlandii, turecką Konyą, Wrocławiem czy węgierskim Satoraljaujhely. Wszystkie te miejsca, choć wpisane w moją historię, to krótsze lub dłuższe przystanki.

Jestem teraz w mieszkaniu na warszawskiej Woli. Popołudniowe słońce leniwie wkrada się przez okno i przeciąga jak kot, na drewnianym stole. Za kilka miesięcy będę już pisać ze stołu ustawionego pod innym oknem. Wtedy będę zapraszać Was do nieco innej codzienności. Dlatego już teraz zapowiadam zmiany, które mam nadzieję się Wam spodobają.

Co się stało z warzywnikiem

Pan Straganiarz, miał około 50 lat i choć taki przeciętny, potrafił zręcznie wmanewrować Cię w kupno dodatkowego kilograma ziemniaków, kilku potrzebnych  w kuchni cebul czy niezwykle zdrowego czosnku. Lubił też się pośmiać, zagadać i zakręcić wokół straganika tak, jakby łowił dla Ciebie najlepsze skarby tego świata.

W pierwszy na prawdę ciepły dzień warszawskiej wiosny, uderzył mnie brak Pana Straganiarza. Najpierw pomyślałam sobie, że mi go brak, że może stało się coś złego i może już go więcej nie spotkam. Potem jednak pomyślałam, że musi być teraz szczęśliwy.

Gdy mijałam to puste miejsce, przypomniałam sobie bowiem, jedną z naszych serdecznych, acz krótkich rozmów, toczonych gdzieś między ważeniem brukselki, a wydawaniem reszty.

Szara sobota, ok. 21. Ludzie wylewający się z tramwaju zaciągają kołnierze bo zimny wiatr smaga ich po twarzy, a imprezowicze wesołymi grupkami wypatrują monopolowych. Po całym dniu pracy Pan Straganiarz dopiero teraz pakuje swój biznes. Pytam go z zaciekawieniem i nieukrywaną troską:

– Widuję tu Pana zawsze, od rana do wieczora. Chyba codziennie? Nikt już o tej porze nie sprzedaje. Dlaczego Pan tyle pracuje?

– Cóż, chcę zarobić jak najwięcej pieniędzy na moje wielkie marzenie.

-A co to za marzenie?

-Chcę lecieć do Peru.

 

andy
Andy fot. Przemek Skokowski z bloga: autostopem-przez-zycie.pl