Przeprowadzka do Stanów

Przeprowadzka do Stanów

Decyzja o przeprowadzce do Stanów motywowania była wieloma rzeczami. Teraz myślę jednak, że nasza wiosenna wizyta w Seattle całkowicie zmieniła nasze postrzeganie przyszłości. Już za tydzień spakujemy najpotrzebniejsze rzeczy w 4 kolorowe walizki i zaczniemy życie w szmaragdowym mieście. Wydaje się wam, że to szalone przedsięwzięcie? Continue reading „Przeprowadzka do Stanów”

Sposób na (tanią) Rygę

Sposób na (tanią) Rygę

Ryga, zestawiona z Wilnem, Tallinnem, Sztokholmem czy Helsinkami, wygrywa nasz tytuł najpiękniejszej stolicy Europy północno-wschodniej. Ryga przedstawiła nam się jako doświadczone politycznymi zawieruchami, piękne architektonicznie, dystyngowane ale i autentyczne miasto z charakterem. Może być dla was świetnym wypadem weekendowym, jak i azylem na dłuższy pobyt. Dowiecie się jak dojechać, co zobaczyć, co jeść, jak najtaniej poruszać się po mieście, a nawet gdzie znaleźć polskiego przewodnika?

Ryga na weekend – jak dojechać?

Lot z Warszawy do Rygi był szybki i przyjemny. Za booking biletu z 2-miesięcznym wyprzedzeniem liniami AirBaltic zapłaciliśmy 84€/os. Bilety mogą być tańsze, jeśli podróż zaplanujecie jeszcze wcześniej. Lot trwał 1h 25min, a po wylądowaniu, wyjściu z terminala i przejściu przez parking skorzystaliśmy z lokalnego autobusu nr 22, który zawiózł nas do samego centrum.

Jeśli boicie się latać do Rygi, dostaniecie się również autobusem z Warszawy – kurs trwa 11h40min – jeśli niestraszna wam tak długa podróż autokarem – macie wybór! Ryga jest również świetnym węzłem komunikacyjnym – można stąd zrobić sobie wycieczkę autobusową np. do Tallina za ok. 68zł (4h20min). Trasy międzynarodowe obsługują głównie Eurolines i Ecolines, które startują z Dworca Głównego, a z Tallinna promem do Helsinek.  

Czy w Rydze mówi się po rosyjsku

Ryga jest dziś 700-tysięcznym miastem, w którym w wyniku intensywnej rusyfikacji z czasów ZSRR, Łotysze nie stanowią większości. Na ulicach i w komunikacji publicznej przeważnie słychać język rosyjski, ale tak bez znajomości łotewskiego jak i rosyjskiego z pewnością świetnie się tam odnajdziecie.

Jakie jest łotewskie jedzenie

Wpływy rosyjskie są tu dość mocne, więc w restauracjach zjeść możecie pielmieni, pirożki, borsz i solankę. Oczywiście ceny na starówce w Rydze są dużo wyższe, niż wszędzie indziej, więc staraliśmy się unikać stołowania w miejscach nastawionych na turystów. 

IMG_20160531_201556-01
Pielmieni XL – tani obiad w Rydze

Wyjątkiem była jedynie stołówka Pielmieni XL, specjalizująca się w pierożkach, które wedle uznania nakładasz sobie sam na talerz i płacisz wg. wagi. Tak właśnie wybraliśmy wege pielmieni i najedliśmy się za eurosa. 

Najlepszym miejscem na robienie zakupów są Hale Targowe (Zeppelin Halls) tuż za ryskim dworcem kolejowym i autobusowym. Są to trzy hale, w których znajdziecie wszystko: lokalne sery, wędliny, świeże owoce, warzywa, mnóstwo marynat i kiszonek, ryby, owoce morza – dosłownie wszystko od czosnku po kawior!

Przed przyjazdem czytaliśmy o tym, że można wynająć lokalnego przewodnika, który za 20€/os podczas 2h spaceru po bazarze zadba o to, by spróbować wszystkich lokalnych specjałów. Ale to samo, zupełnie bez niczyjej pomocy, można zafundować sobie za darmo! Sprzedawcy są bardzo mili i nawet bez znajomości łotewskiego świetnie się dogadywaliśmy – w końcu oni chcą sprzedać, my chcemy kupić.

Czasami mówiono do nas nawet po niemiecku i ciągnęłam wymianę zwrotów tak jak potrafiłam. Za każdym razem wychodziliśmy stamtąd obładowali lokalnymi przysmakami, a same zakupy były i niesamowicie przyjemnie i pozwoliły nam nieco zaoszczędzić.  

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Co więcej! Tuż przy bazarze i ulicy Negu iela znajdziecie tanią stołówkę dla lokalsów Cepelīni, która serwuje domowe obiadki i… ma menu po angielsku!

Wegetarianie w Rydze

IMG_20160601_122713-02.jpeg
Obiad wegetariański w Fat Pumpkin, Ryga

Restauracje wegetariańskie w Rydze naprawdę istnieją. Posiłek w restauracji dla dwóch osób to ok. 30-40€. Skuszeni efektami wyszukiwania poszliśmy do Fat Pumpkin, gdzie jedzenie było na prawdę pyszne! Po wyjściu odczuliśmy jednak ból portfela i w stu procentach przekonaliśmy się do stołówek i zakupów na Głównym Bazarze.

Najlepsza alternatywna kawa i kawiarnia

IMG_20160601_200203-01.jpeg
Alternatywna kawa w Rydze

W Rydze poszukiwaliśmy też dobrej kawy. Najlepiej takiej z aeropresu, dripa czy syfonu. I tak właśnie spacerując po naszej okolicy wpadliśmy na Rocket Bean na ulicy Miera 29/31. Zamówiliśmy syfon i była to zdecydowanie najlepsza kawa podczas całego wyjazdu. Co więcej! Rozmawiając z baristą przyznaliśmy, że w podróż spakowaliśmy własną kawę, więc ten zaproponował byśmy przyszli z nią do lokalu. On chętnie ją dla nas zaparzy i sam też się napije.

Poruszanie się po Rydze i po Łotwie

Bilet normalny na komunikację miejską w jedną stronę to 1.20€ Najlepiej, już po wyjściu z lotniska udać się do kiosku w którym kupicie tzw. “Żółty bilet” czyli czasową kartę na przejazdy po mieście. My wykupiliśmy 5-dniową kartę za 15€/os. Na tej stronie będziecie też mogli zaplanować dojazd tak, jak na polskim “jakdojade”.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Transport publiczny w Rydze jest na prawdę sprawny, ale jeśli zatrzymujecie się gdzieś w okolicach tzw. Starej Rygi, spokojnie dotrzecie wszędzie na piechotę. My zatrzymaliśmy się na Matīsa iela, która leży nieco dalej, ale też kilka raz zrezygnowaliśmy z autobusu.

Ryga jest głównym węzłem komunikacyjnym na całą Łotwę. Stąd też najwięcej jest połączeń autobusowych, a autobusem dojedziecie w niemal każdy zakątek kraju. Jeśli planujecie dalsze zwiedzanie Łotwy rozkład znajdziecie tutaj.

Ceny w Rydze

Czy w Rydze jest drogo? Tu przyszło kolejne zaskoczenie: w Rydze zarobki są niższe niż w Warszawie, a wydatki są większe. Ale bez przesady! Oczywiście, że możecie szastać i pięć razy dziennie stołować się w restauracjach “Ę,Ą, BĄ-TĄ”, ale możecie też skoczyć do sklepu, lokalnej stołówki czy na bazar, by zjeść równie dobre łotewskie potrawy!

Czy opłaca się kupić Ryga Cardktóra oferuje wam darmowe przejazdy komunikacją miejską, zwiedzanie niektórych atrakcji turystycznych ze zniżką i jakieś zniżki w restauracjach? Być może tak jeśli planujecie 2-3-dniowy pobyt. My stwierdziliśmy, że nam się to nie opłaca przede wszystkim dlatego, że w Rydze mieszkaliśmy 5 dni i musielibyśmy kupić kartę 3-dniową (35€/os) i 2-dniową (30€/0s). Łącznie wydalibyśmy wtedy 130€

Śladami ryskiego Art Nouveau

Spacer ulicami tego miasta był niesamowitą ucztą dla oka! A jego zwieńczeniem była wizyta w Muzeum Art Nouveau w “dzielnicy art nouveau” słynącej z zatrzęsienia kamienic w tym właśnie stylu. W muzeum szybko okazało się, że jeden z pracowników to mieszkający w Rydze Polak i doskonały przewodnik Henryk Antoni Witkowski, który opowiedział nam nie tylko o historii muzeum, ale i o Rydze i powiązaniach Polski z Łotwą. Pan Antoni, który oprócz pracy w muzeum, zajmuje się oprowadzaniem wycieczek po Rydze, Tallinnie i Wilnie. Mówi po polsku, łotewski, angielsku i niemiecku. Jeśli szukalibyście godnego polecenia przewodnika, mail do niego znajduje się tutaj.

Dzielnica, w której znajduje się muzeum zwana jest też, ze względu na mnogość ambasad, „dzielnicą ambasad”. Zdecydowanie najważniejszą częścią dystryktu jest ok. kilometrowy trójkąt ulic Elizabetes, Strelnieku i Alberta. Każdy budynek jest unikatowy, ma własny temat przewodni, kolor i zaskakujące detale.

Polska historia w Rydze

Zaskakujące? A jednak! Ryga przez 60 lat leżała w granicach Państwa Polskiego i do tej pory widać w niej ślady polskości.IMG_20160603_132445-01

Dajmy na to tablica wspominająca Ignacego Mościckiego, który studiował i pracował w ryskim Instytucie Badań Naukowych i Technicznych – Metan. Zaskoczeni byliśmy też wiadomością o tym, że kazania głosił tu Piotr Skarga. A po pokonaniu Iwana Groźnego przez bramę Marschallpforte uroczyście wjechał król Stefan Batory, późniejszy częsty gość ryskich salonów.

Inną i chyba najbardziej rozpoznawalną dla Polaków rzeczą, która łączy Rygę z Polską, a dokładniej z samą Warszawą, jest Pałac Kultury i Nauki, który Stalin podarował także Łotyszom 🙂

Co jeszcze zobaczyć w Rydze

IMG_20160603_152848-01
Sobór Narodzenia Pańskiego w Rydze

Obowiązkowa jest wizyta w Soborze Narodzenia Pańskiego (łot. Kristus Piedzimšanas pareizticīgo katedrāle) – mimo, że kościół ten w czasach ZSRR pełnił funkcję restauracji, odzyskał swą funkcję religijną i dziś normalnie odbywają się w nim msze prawosławne. Świątynia jest imponująca, a wejście bezpłatne.

Dom Czarnogłowych w Rydze to kolejny piękny i warty odwiedzenia zabytek, reprezentujący styl późnego gotyku. W Sali Balowej na honorowym miejscu zawieszono obraz Stefana Batorego.

Rigas pils Zamek Ryski Obecnie urzęduje w nim prezydent kraju. A wy znajdziecie w środku liczne wystawy, m.in.  Sztuki Współczesnej, Literatury i Historii Sztuki oraz Historii Łotwy.
Godziny otwarcia: środa – niedziela, godz. 10:00 – 17:00.
Ceny biletówDorośli 2.85€ ;  Uczniowie 0.71€ ; Studenci, emeryci 1,42€  
Bilet rodzinny (1-2 osoby dorosłe i 1-2 dzieci) – 3,56€ .

Kiedy jechać do Rygi

My odwiedzaliśmy stolicę Łotwy na przełomie maja i czerwca. To czas gdy nie jest już ani za zimno, ani za gorąco. A turyści już są, ale nie ma ich zbyt wielu, więc spokojnie można cieszyć się atmosferą miasta.
Ryga teraz kojarzyć nam się będzie nie tylko z zabytkami, piękną architekturą i atrakcjami turystycznymi, ale i ze smakiem sezamowej chałwy i gwarem ryskich Hal Targowych. Mam nadzieję, że zechcecie odkryć kraje nadbałtyckie i sami przekonać się, że warto!
Jeśli chcecie odkryć kraje nadbałtyckie Ryga to najlepszy początek podróży!

Helsinki – Muminki

Helsinki – Muminki

Pomyślicie sobie “Finlandia – ojczyzna Muminków”, a podróż zweryfikuje Wasze wyobrażenia o Helsinkach i bohaterach bajki Tove Jansson. Już na promie zastanawiałam się czy w Helsinkach są Muminki i czy poszukiwanie ich stanie się moim głównym celem w stolicy Finlandii.

Prom do Helsinek

Na wycieczkę do Helsinek zdecydowaliśmy się z dnia na dzień, a kupione przez internet bilety odebraliśmy w porcie w Tallinnie na godzinę przed podróżą.
IMG_20160530_102722
Decyzja była spontaniczna i z pewnością taniej byłoby gdybyśmy kupili bilety dużo wcześniej. W tej sytuacji wydaliśmy łącznie 115 euro w obie strony na 2 osoby.  Bilet na prom kupiliśmy online na stronie www.aferry.pl

Ważne, by stawić się w porcie i zrobić check-in na 30 min przed godziną podaną na bilecie. Jeśli się spóźnicie – nie wpuszczą Was na prom.

Prom jest ogromny, ma ok 10 pięter, darmowe wi-fi, wiele sklepów wolnocłowych, restauracji i barów. Rejs z Tallina do Helsinek trwa 2 godziny. My spędziliśmy je zaglądając w każdy zakamarek i drzemiąc na fotelach w kawiarni. To, co wydało nam się dość zabawne, to pasażerowie (głównie mężczyźni) śpiący na dywanach w korytarzach i łącznikach. Wyglądali trochę jak porozrzucane ciała, które w momencie cumowania cudownie znikają.

Najlepszy czas na wizytę

Na przełomie czerwca i lipca, w Helsinkach słonce w zasadzie w ogóle nie zachodzi, dając efekt zwany „białymi nocami”. Z drugiej strony, przełom maja i czerwca, który wybraliśmy, był dla nas idealny bo tak w Tallinie jak i w Helsinkach mogliśmy się szybko przestawić na zegar lokalny. Długie wieczory sprzyjają spacerom i wizytom w knajpach, długie poranki natomiast, pozwalają lepiej delektować się poranną kawą.

„Na północy zima jest jedyną prawdziwą porą roku. Wiosna, chociaż stanowi piękny początek, jest tylko zapowiedzią lata, lato jest złudzeniem, które z powodu kilku ciepłych dni, a najwyżej tygodni, ludzie gotowi są brać za rzeczywistość; jesień jest umieraniem: obietnice wiosny i iluzje lata wędrują do grobu. Zima natomiast jest jak najbardziej rzeczywistością. Śnieg, lód i mróz to część naszej natury. Zima nas nigdy nie zawodzi. Jej nadejście to pewnik” (Toivo Pekkanen, cytowany za Jerzym Fonkowiczem).

Po zejściu z promu

Większość turystów od razu idzie na przystanek tramwajowy. Tam jest też automat, w którym można kupić bilet na komunikację miejską. Łatwo jest rozpoznać ten punkt bo od razu ustawia się przy nim ogromna kolejka. Nienawidzimy kolejek – nie poszliśmy.

IMG_20160530_105016_837.jpg
Spacer po Katajanokka

Wiedząc, że równie dobrze wszędzie dojdziemy na piechotę, ominęliśmy parking autobusowy i od razu skręciliśmy na ścieżkę spacerową wzdłóż wybrzeża. Tam, od razu przekonałam się, że Finowie uwielbiają wypoczynek na świeżym powietrzu – krew w żyłach zmroziła mi wchodząca do zimnej bałtyckiej wody kobieta w bikini, która najwyraźniej odprawiała swój poranny rytuał.

Co zobaczyć w Helsinkach

Z zadartą głową przechodziłam przez dzielnicę Kruununhaka podziwiając XVI-wieczne budynki i nietypowe wystawy sklepowe. Wspięliśmy się na górę z majestatycznym Soborem Zaśnięcia Matki Boskiej (zw. Uspenskin katedraali) i dalej w ogromnym upale potruchtaliśmy na Plac Senacki (zw.Senaatintori) z wysokimi, stromymi schodami i ewangelicko-luterańską Katedrą.  

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Efektowna na zewnątrz katedra, jak przystało na świątynię ewangelicką, skromnie prezentuje się w środku – jej białe ściany nie są niczym ozdobione, a jedynym wartym uwagi obiektem we wnętrzu jest ołtarz główny.

Wybraliśmy się też do Skalnego Kościoła (zw. Kościół Temppeliaukio) zbudowanego wewnątrz masywnych, granitowych skał, a wytchnienie i odpoczynek dał nam dopiero park przy Töölönlahti – położonej w sercu miasta zatoce Morza Bałtyckiego. 

Gdzie w Helsinkach są MUMINKI

Helsinki to nie Muminki. Muminki mieszkają w małym miasteczku Naatali, w którym w latach 90-tych powstał park rozrywki Muumimaailma. Tak więc, by spotkać Muminki należy udać się najpierw do Turku, a na tę podróż nie mieliśmy czasu, bo w Helsinkach spędzaliśmy dosłownie 6 godzin.

Muminki postanowiliśmy więc odnaleźć na miejscu. Nie było to łatwe, bo wbrew pozorom nie są one powszechnie eksponowane. Oficjalna muminkowa strona wcale nie podaje łatwych i szybko dostępnych dla turysty muminkowych sklepów.

W gazetce pokładowej zobaczyliśmy raczej niedużą i niewyróżniającą się informację o Kankurin Tupa Kommandiittiyhtiö, sklepie z fińskimi pamiątkami w którym później mieliśmy znaleźć ogromny muminkowy asortyment! I tak – moje wewnętrzne dziecko było bardzo szczęśliwe. Było tak szczęśliwe, że mąż musiał wytargać je ze sklepu prośbą i groźbą.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Festival Muminków w Helsinkach odbywa się 24-26.06.16 i 20-21.08.16 a bilety z pewnością znajdziecie tutaj .

Ulice w Helsinkach

Ulice Helsinek to przede wszystkim eleganckie sklepy, biura, banki, kawiarnie i restauracje. Bulwary i deptaki zachwycają dobrze zaprojektowanymi ścieżkami rowerowymi, na których panuje umiarkowany ruch (w porównaniu z miastami Holandii). Trudno spodziewać się wielu zabytków, ale nie brak tu pomników fińskich bohaterów, a śmigające po ulicach staromodne tramwaje i dobrze utrzymane secesyjne kamienice dają szansę na odczucie egzotyki północy.

Fińskie zaskoczenie

Szkoła. Ni stąd ni z owąt, przechodziliśmy własnie przez plac szkolny, na którym dzieci w wieku 7-10 hasały na międzylekcyjnej przerwie. Początkowo myśleliśmy, że przechodzimy przez osiedle, ale po chwili zobaczyliśmy konkretną nazwę. Plac w ogóle nie był ogrodzony i każdy, w tym dwójka błąkających się turystów, mogła wejść na jej teren. Słyszeliśmy co prawda o takim podejściu do wychowywania dzieci, ale w rzeczywistości i porównaniu z polskim lub też amerykańskim sposobem trzymania dzieci za ogrodzeniem, pod kluczem i “byle tylko ktoś obcy na nie nie spojrzał”, na prawdę się zdziwiliśmy.

W jeden dzień w Helsinkach zdążyliśmy zaledwie liznąć to, co Finlandia ma do zaoferowania. Jestem pewna, że Włóczykij wciąż nie odkrył każdej z ponad tysiąca wysp tego pięknego kraju 😉

 

 

 

Ryga – Tallinn – Helsinki

Ryga – Tallinn – Helsinki

Postanowiliśmy odkryć czym są i jak smakują kraje bałtyckie. Końcem maja obraliśmy kurs na północ, gdzie zachęceni podróżą ‘w nieznane’ odkryliśmy  Tallinn, Rygę i… Helsinki.

Mówi się, że kraje nadbałtyckie stają się co raz bardziej atrakcyjną destynacją turystyczną. Mimo to, żaden z naszych znajomych nie zapuścił się jeszcze w ten rejon wschodniej Europy. Chcieliśmy przetrzeć szlaki!

Tallinn

Słyszeliśmy, że jadąc do Estonii i na Łotwę możemy cierpieć głód dlatego, że jako wegetarianie (a właściwie ichtiwegetarianie !)  nie przeżyjemy na ociekającej tłuszczem lokalnej kuchni. Na szczęście tak Łotwa jak i Estonia okazały się być dla nas znacznie łaskawsze.

Lot z Warszawy do Tallina, stolicy Estonii, liniami airBaltic był krótki i dość tani, a same linie lotnicze, którymi leciałam po raz pierwszy, fantastyczne! Mały, śmigłowy samolot zabrał nas najpierw do Rygi, a po kilku miłych godzinach na lotnisku do Tallina. Rzecz jasna ta trasa mogła być pokonana dużo szybciej, ale po co przepłacać?

Końcówka maja w Tallinie przywitała nas upalnie i bardzo pozytywnie. Zapewne właśnie dlatego Tallin wydał nam się być bardziej przytulnym miasteczkiem, niż stolicą państwa.

Nieduża starówka, którą można obejść w 3 godziny, jest pełna tajemniczych zakamarków. Kręte uliczki, mury i baszty przeniosły nas do czasów średniowiecza. Warto było pobłądzić, bo wszędzie czekały na nas zaskakujące zaułki i zielone podwórka. Tallin składa się z dwóch części Górnego i leżącego u jego podnóża Dolnego Miasta.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do najstarszej części Tallina – Górnego Miasta czyli na Wzgórze Toompea (z niem. wzgórze katedralne). Spójrzcie na zdjęcie – tam, w sąsiedztwie różowego budynku parlamentu, zdominowała nas ogromna i kolorowa cerkiew św. Aleksandra Newskiego (otwarta codziennie, wstęp wolny).

IMG_20160529_092619.vr

Cerkiew św. Aleksandra Newskiego została wzniesiona pod koniec XX w. jako symbol rosyjskiej dominacji na tych terenach, która trwała od czasów Iwana IV Groźnego i inwazji na Inflanty i Estonię. Naprzeciw niej widać różowy budynek parlamentu niepodległej Estonii.

Mieliśmy szczęście trafić na odbywającą się w środku mszę greko-katolicką. Bez nakrycia głowy nie chciałam wchodzić do środka, ale już za chwilę procesja wyszła na zewnątrz i okrążyła sobór. Schodząc ku Dolnemu Miastu zatrzymaliśmy się na tarasie widokowym, na którym tallińskie Dolne Miasto witało nas w całej okazałości.

PANO_20160529_094445.jpg
Taras widokowy z panoramą Dolnego Miasta, Tallinn, Estonia

Idąc w dół dotarliśmy do dawnego ratusza miejskiego (Raekoda) położonego na średniowiecznym rynku, na którym średnia wieku zwiedzających niemal równała się wiekowości ratusza 😉 Tak na prawdę, dookoła widzieliśmy tylko grupy leciwych turystów – Rosjan, Czechów, Niemców, Azjatów. A także Finów i Szwedów, którzy masowo odwiedzają stolicę Estonii w weekendy. Ale to wcale nie oznacza, że młodzi ludzie nie mają tam czego szukać!
Bo już za chwilę mieliśmy się przekonać, że Tallin nie jest aż tak średniowieczny :)!

IMG_20160529_100035.vr.jpg
Rynek w Tallinnie, Estonia

Wegetarianie w Tallinie

IMG_20160529_182215 (1).jpg
Najbardziej intrygowały mnie suszone śledzie!

Może i większość tradycyjnych łotewskich potraw zawiera mięso, ale bez problemu znaleźliśmy lokalną wege kuchnię. Przy rynku idealnym rozwiązaniem była Vegan Restoran V oferująca sporo dań. Jedyny minus – albo rezerwujecie wcześniej miejsce, albo liczycie na łut szczęścia tak jak my – knajpa jest bowiem bardzo oblegana. W okolicach rynku jedliśmy też w Von Krahli Aed, ale nie polecamy jej: opcja wegetariańska w menu to makaron z awokado (ku naszemu zaskoczeniu podany z wodą w której się gotował), a semi-wege to pielmieni z łososiem pływające w czymś co powinno być sosem, a jest zabieloną zupą pomidorową.

Korzystając z funkcjonalnej kuchni, w mieszkaniu które wynajmowaliśmy przez airbnb, wszystkie śniadania i kolację przyrządzaliśmy sami zaopatrując się w lokalnym sklepie samoobsługowym.

Wiele produktów mlecznych pochodzi od polskich producentów, więc zagadkę typu: czy ten serek jest słodki czy będzie nadawał się do kanapki z pomidorem szybko rozwiązywaliśmy.

W Tallinie postanowiliśmy się też zaopatrzyć w dobrą mieloną kawę. Tak właśnie, włócząc się po starym mieście w poszukiwaniu co raz to ładniejszych budynków na skrzyżowaniu ulic Olevimägi and Vene odnaleźliśmy sklep Kohvieri Mają tam różne gatunki kawy, którą mielą na miejscu.

Telliskivi czyli współczesna Estonia

IMG_20160529_152838-COLLAGE.jpg
Street art na Telliskivi, Tallin, Estonia

Trochę po hipstersku ze streetartem w tle zechcieliśmy pożyć jak lokalsi. Właśnie dlatego wynajęliśmy mieszkanie na Telliskivi. Skąd, tak na prawdę, mieliśmy rzut beretem do każdej części miasta. 

Ulica Telliskivi to stary kopleks fabryczny przemieniony w serce tallińskiej hipsteriady. To nie tyle miejsce co koncepcja zrzeszająca wszystko to, co kreatywne: sklepy fair trade, butiki vintage, estoński design i kilkanaście knajpek, w których dobrze zjecie (F-Hoone, Frenchy, Foody Allen) i napijecie się lokalnego piwa! Pełny chill.

Tallinn pełen jest murali, a w Telliskivi zobaczycie chyba te najlepsze. Warto też zainteresować się lokalnymi festiwalami, bo jest to najlepszy sposób by poznać lokalsów.

My trafiliśmy akurat na odbywające się w niedzielę ‘dni dzielnicy’ w trakcie których mieszkancy otwierali swoje ogrody, ustawiali namioty, rozkładali straganiki z bibelotami i zapraszali na grila za symbolicznego eurosa. Na nas oszałamiające wrażenie zrobił domowej roboty sos słodko-kwaśny, który kupiliśmy na jednym z podwórek.

IMG_20160529_162307-COLLAGE

Co jeszcze robić w Tallinnie

Jeszcze przed przyjazdem sprawdziliśmy tallińską  ofertę escape roomów. I tak trafiliśmy na Exitroom na ul. Weizenbergi 9 gdzie uciekaliśmy z pokoju Draculi. Śmiało przyznaliśmy potem, że był to najlepszy escape room w jakim byliśmy! Pełen interaktywnych zagadek i odgłosów nie raz sprawił, że ciary przechodziły nam po grzbiecie. Co więcej! Średni czas ucieczki to 45 min, a my daliśmy radę uciec już po 31 minutach – ale to pewnie dlatego, że jesteśmy starymi wyjadaczami :).

Jeśli myślicie, że widzieliście już wszystko, możecie też jechać na plażę! Nas zabrał tam autobus linii 33 Wysiedliśmy na Lõime i ruszyliśmy przed siebie brzegiem Zatoki Tallińskiej.

IMG_20160529_191053.vr.jpg
Plaża w Tallinnie

Czy w Estonii mówi się po rosyjsku?

Jako że język estoński zaliczany jest do tej samej rodziny języków ugrofiński co fiński i węgierski – nie jest podobny do żadnego innego języka. Odnieśliśmy wrażenie, że większość ludzi zna rosyjski, ale co z tego skoro my po rosyjsku “ni panimajym’. Angielski wystarczył nam w zupełności – w końcu Tallin jest europejską stolicą, a my sami nie widzieliśmy sensu w nauce estońskiego.

Prom do Helsinek

Zwiedzanie Tallina poszło nam dość sprawnie, a mieliśmy spędzić w nim 4 dni. Kuszącą opcją była wycieczka promem do Helsinek. Opiszę ją więc w kolejnym poście 🙂 

 

People who write letters

Have you ever tried to write a cover letter? And have you ever had a pen friend? 

Writing a cover letter seems difficult but it may become easier, if you only imagine the company you are writing to is a human being.

When I was 10, I was writing with a young Japanese girl. Yes. When I was little I wrote letters in English using very simple sentences. Once every few weeks I opened an envelope with a reply from my Asian friend, a sheet of paper embellished with a hundred of cartoon decals took me, for a moment, to the Far East. Pink stationery and rudimentary information, read by me with the care of the most diligent pupil, still brings a smile to my face. Fate decided that I’ve started to miss those letters.

How Batman recruited Robin

Imagine Batman or Sherlock Holmes, they both in their super existence and during countless adventures needed Robin and Dr. Watson. They both had their faithful brothers in arms they could rely on no matter what! Its just the way it is, our success depends people from the backstage. If the teenage Robin suddenly fell ill, went on a binge or simply went to college, Batman would have to start recruiting for the sudden vacancy.

Lets look at how Batman is going to recruit a worthy sidekick. We may imagine that his super-Batman inbox is filled with resumes of people (or creatures), who have absolutely nothing in common with the potential Batman helper.

There will be, for instance, a resume from a gravedigger, a pigeon-fancier, a lady from the bakery and a priest. Let’s face it, any of the above, at least on my street, dreams of being a celebrity.

For Batman though, these applications do not reflect any experience or skills a sidekick should have. So he would have made a list…

Gravedigger

Pigeon-fancier

Lady from

the bakery

Priest

Knows the dark side

Knows his s**t

Knows who knows

Know that something is going on

…and come to the conclusion that everyone knows something, which does not qualify them to be discarded nor to be particularly favourable towards their application.

What could any of these candidates do to increase their chances for being selected?

Write a letter

It seems to me, that “the generation of winners does not believe in letters, and today it is difficult for people to start writing cover letters as they all assume that their resume will defend itself.

Obviously, I admit that for a programmer just a resume should be sufficient. But when we imagine a job market situation where the programmer cannot find a coding job and wants to work as a carpenter instead. What will make his job application stand out and be selected?

Why do we not write letters and struggle with elaborating on all the value we can bring to the company? Gina Rudan, in her book Practical Genius, uses the term fat brains in relation to people between 20 and 35 years old. They are those who want some change, combine work with fun, look for creative solutions to problems and experiment with new things. I thought to myself that perhaps there is the fear of vain and unnatural writing, because they never taught at schools what self-promotion is. I left that thought a moment later and it made me sad.

Recruitment sometimes is more like catching fish in a fast-flowing stream. Like a Grizzly bear standing in a river catching salmon that quickly swim upstream. The fish are not entirely sure where are they going and the bear tries to catch anything it can.

Opportunity to change industry

I must admit that a change in career is difficult even, if our initial choice was made unknowingly. Most people do not wonder where and what they do but how much they are paid. At a presentation, I mentioned in another note, the presenter called such behaviour (I’ll allow myself for a nicer paraphrase) “making choices out of thin air.”

Not many candidates appreciate the importance of a cover letter, which requires some good will both from the candidate and from the recruiter. Sometimes it is enough to just want, and a letter written to a ‘real person’ and not to an idea of a large organisation will draw interest from more than one eye. Give ourselves a chance.

On the road to self-design

On the road to self-design

Do you ask yourself : What is it that I really want? What I want to be? What should I study? What to do next?

Well… you are not the only one. Recently, guided by my badgering curiosity, I went to a presentation of a project. I was interested by both the topic of the meeting and the people I was about to meet. The cross-section of personalities was quite unpredictable and the urge to observe and find my own place in the line – huge.

For over 3 hours, we were being convinced how wonderful it is to help others in finding their own, true “self”, to uncover their willingness of career fulfilment and, in a close relationship with a customer, draw a perfect pink picture of their new career.

The cross-section of personalities

What could not escape my attention, and I thought everyone else in the room had missed, was that this group featured confusion, uncertainty and timid portion of seeking true self. There met young mothers already gone through a long maternity leave; timid students talking in quiet, trembling voices about a standstill, right before their diploma defence; and a number of employees from X, Y and Z companies who, somehow, were quickly bored by a monotony of yet another job.

All that time I was wondering how (without a definite definition of oneself, who you are, who you want to be in the job market) can one design a career for other people? Is becoming a counsellor, a coach or a career designer a cure for own dilemmas? Will a diploma for a few thousand zlotys, in an angelic way, help us believe in ourselves? Will it makes us into heroes who run to the rescue of people like us?

Career designers they were called

For me the presenters lacked conviction. Their attitude, the words, the stories told, where I could not notice any specifics, made me turn to a girl sitting next to me and say, “During these 3 hours, I have fallen asleep three times and died twice.” Please, someone explain, how a seemingly experienced, qualified psychologist tries selling a product to a group of complete strangers without knowing what is the psychology of success? Oddity. Absurd. How can you not think of it as a joke?

It was also not the first time when I had to face an unacceptably colloquial language used in a professional presentation. Maybe I’m just old-fashioned, and I dont know the latest communication trends, but all these repetitive ugly words did not establish any friendly common ground of understanding. I thought that this is how one makes up for the lack of vocabulary and cover up the lack of preparation.

I was squirming with impatience in my chair and, contrary to what was happening around me, I was defining myself as a person who had happily passed the stage of professional unruliness and slowly but steadily had been working towards her objectives. If any of my close friends reads this note, they surely notice and agree that this is what I usually wish to people: reach your goals.

These wishes are to encourage the one receiving the wishes to reflect and to find an answer to the key question: Quo vadis. Do I know what I want and where I am going next?

Orginally published in Polish here