10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka

10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka

Ameryka zaskakuje tak pozytywnie jak i negatywnie. To, co dla Amerykanów jest normą, dla Polaków może być sporym zaskoczeniem. Wiele podobieństw i różnic pomiędzy kulturą amerykańską i europejską wywołuje gorące dyskusje. Na początek opiszę kilka ‘zwyczajnych’ rzeczy, które najbardziej rzucają się w oczy.

Przed przeprowadzką do Seattle, w Stanach byłam 3-krotnie. Wcześniejsze podróże przygotowały mnie trochę na niuanse codziennego życia w USA. Zawsze zaskakiwało coś innego i jestem pewna, że wiele jeszcze przede mną! Napiszę o rzeczach, które Polakom mogą wydać się dziwne, a z którymi mieszkając w Stanach spotykać się będziecie  codziennie. Europejczycy o wiele częściej krytykują amerykański styl życia niż Amerykanie życie „po europejsku” dlatego od razu napiszę, że nie krytykuję, a zaznaczam różnice.

  1. Autobusy miejskie

Możecie nie uwierzyć, ale w autobusach miejskich w Seattle chcąc wysiąść na danym przystanku wcale nie wciska się przycisku. Jeśli chcesz wysiąść, musisz pociągnąć za poprowadzony przez autobus… żółty kabel. Na końcu kabla jest dzwonek, który sygnalizuje kierowcy, że powinien zatrzymać się na najbliższym przystanku. Ważniejsze jest jednak to, że w Seattle, nie tak jak w Polsce, wychodząc z autobusu dziękuje się kierowcy.

  1. Wtyczki i gniazdka

IMG_20161003_133927-02.jpeg
Amerykańska wtyczka

Wtyczka amerykańska ma dwa płaskie, równoległe bolce. Używana jest w większości krajów Ameryki Północnej i Środkowej. Znajdziecie ją  wszędzie tam, gdzie napięcie w gniazdku wynosi 120V. Te wtyczki mogą mieć też dodatkowy, okrągły kołek uziemiający. Ze względu na niższe niż w Polsce napięcie elektryczne, przed przeprowadzką pozbyliśmy się prawie całej elektroniki.

  1. Napiwki w USA

Pewnie słyszeliście, że dawanie napiwków w USA to norma.
Może nawet słyszeliście, że należy zostawić 10% wartości waszego rachunku? W prawdziwym życiu jest tak, że według niektórych 15% to wymagane minimum. W takim przypadku jeśli serwis był fajny zostawiamy 18%. Jeśli kelner na prawdę się przy was napracował i serwis był super- zaczynając od 20% wysokość napiwku nie ma górnej granicy. Są i tacy, którzy twierdzą, że 20% to absolutne minimum.

img_20161005_075423-01
Napiwki w  USA- ile zostawić?

W restauracjach trzeba zwrócić uwagę na to, czy już na wstępie nie doliczyli wam do rachunku np. 20% za obsługę. Pamiętajcie, że napiwki daje się taksówkarzom.

  1. Karta kredytowa

Pisząc o napiwkach w USA od razu trzeba napisać o kartach kredytowych. W Polsce nie podaje się osobom postronnym numeru swojej karty kredytowej z datą i kodem CVV. Nikt nie chce zostać w ten sposób okradziony. Na lewo i prawo podaje się natomiast swój pesel i numer konta.

W USA płacąc w restauracji kartą kredytową kelner często zabiera ją na chwilę ze sobą by napić rachunek. Numer i szczegóły swojej karty kredytowej podaje się bez oporów. Ostatnio, wchodząc na pocztę słyszałam jak klient dyktuje je pani ekspedientce. W Stanach unika się natomiast podawania swojego peselu (social security number) i numeru konta bankowego.

  1. Ceny ubrań

img_20161004_161731-01
Ceny w USA

Kupując ubrania czy parę butów w Stanach bądźcie przygotowani na to, że w USA cena na metce nie uwzględnia podatku.

Tzn. jeśli (tak jak na zdjęciu) metka mówi 26.25$ to w stanie Waszyngton za ubranie zapłacę 28.77$. Podatki są niższe lub wyższe w zależności od stanu w którym robicie zakupy.

  1. Wielowarstwowa pościel

IMG_20161003_132626-01.jpeg
Wielowarstwowa pościel

Oblekanie pościeli w Stanach chyba się nie przyjęło. Zamiast zapiętej w poszewkę kołdry spotkacie tu 3 – warstwową aranżację:

  1. Prześcieradło które oddziela was od kołdry,
  2. Kołdra,
  3. (Opcjonalnie) Trochę grubsze prześcieradło leżące na kołdrze.

Dla niejednego Polaka może to być zaskakujące. Pewnie gdybym już wcześniej w Stanach nie widziała tego posłania, znowu naprawiłabym je tak, by spać bezpośrednio pod kołdrą.

7.Czajnik

W amerykańskich domach czajniki nie są popularne. Tzn. nie są popularne przynajmniej w tych amerykańskich mieszkaniach, w których byłam.  Popularne jest natomiast gotowanie wody na herbatę w mikrofalówce. Z takim zwyczajem spotkałam się już podczas pierwszej wizyty w 2010r. Teraz, wprowadzając się do mieszkania gdzie w kuchni jest wszystko, od tarki po ekspres do kawy, nie znaleźliśmy czajnika. Mikrofalówka jest natomiast na swoim miejscu.

8.Kasza

Szukanie jakiejkolwiek kaszy (prócz kuskusu i polenty) w amerykańskich sklepach przypomina szukanie skarbu po drugiej stronie tęczy. W poszukiwaniu kaszy jaglanej, odwiedziłam 4 supermarkety dla normalnych zjadaczy chleba. Kaszy nie ma w normalnym amerykańskim jadłospisie, dlatego nie znajdziecie jej, tak jak w Polsce, w każdym sklepie. Kaszę jaglaną i gryczaną znalazłam dopiero w Whole Foods Market – sieciówce przypominającej Almę.

9.Data

Zapisywanie daty i oznaczenie godziny w Stanach Zjednoczonych różni się od tego stosowanego w Polsce. W Polsce daty są zapisywane tak: „dzień, miesiąc, rok” a godzina w systemie 24-godzinnym. Zapiszemy więc “4/10/16” lub “4 października 2016”

W USA datę zapisuje się tak: “miesiąc,dzień, rok” bez względu na to czy zrobimny to numerycznie ‘10/4/16’ czy rozszerzerzymy ją do ‘październik 4, 2016’ (October 4, 2016).

Godzinę w USA niemal powszechnie podaje się w systemie 12-godzinnym. Doba podzielona jest na dwie pory: przedpołudnie od północy do godziny 12:00 i popołudnie po 12:00, do północy. Ten sysem normalnie używany jest w krajach anglojęzycznych. Godziny przedpołudniowe oznacza się skrótem AM, a popołudniowe PM.

  • AM (także A.M. lub am lub a.m.) – z łac. ante meridiem – przed południem,
  • PM (także P.M. lub pm lub p.m.) – z łac. post meridiem – po południu.

17 thoughts on “10 najdziwniejszych rzeczy w Stanach Zjednoczonych oczami nowo przybyłego Polaka

  1. O pościeli i podatkach już słyszałam. Zaskoczył mnie kabelek w autobusie. Polska kasza z pewnością znajdzie się w polskim sklepie. Na pewno jest jakiś w okolicy. Napiwki wydają się być strasznie skomplikowane. Te 18 procent liczy się w pamięci, czy każdy dyskretnie wyciąga kalkulator? 😉 Jest taki kanał na youtubie, nazywa się Wanted Adventure i prowadzi go Amerykanka mieszkająca w Niemczech. Co jakiś czas opowiada właśnie o takich ciekawych różnicach.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Z liczeniem procentów na kalkulatorze nikt się nie kryje- wyciągasz, liczysz zostawiasz kasę, albo dopisujesz do rachunku 🙂 Mojemu znajomemu w NYC zdarzyło się nie zostawić napiwku w ogóle bo… upił się i zapomniał. Wyszedł z knajpy, a kelner za nim pytając ‚co zrobiłem nie tak?’ 😀 Super! Dzięki za podpowiedź! Zaraz sprawdzę ‚Wanted Adventure’ na pewno będzie ciekawie!

      Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie! Sama jestem ciekawa jak to jest z tymi zaproszeniami do USA! Czy one w ogóle istnieją i jak działają?! Gdy pierwszy raz leciałam do USA w 2010 by odwiedzić Uniwersytet w Bloomsberg niby poprosiłam o list od profesorów, ale konsul zupełnie nie był nim zainteresowany. Normalnie musiałam ubiegać się o wizę turystyczną 🙂 Bo wiesz, ‚zaproszenia do Stanów’ mogą być jak Golden Ticket do Fabryki Williego Wonki – podobno ktoś słyszał że istnieją, ale kto je dostał?

      Polubione przez 1 osoba

  2. Mnie najbardziej dziwi woda w mikrofalówce. Nalewa się wody do kubków i wstawia do mikrofali? Jak ktoś przychodzi w gości to np 3 kubki na raz na 3 minuty i gotowe? Picie herbaty jako rodzaj rytuału umarł tam bezpowrotnie 🙂 ale co kraj to obyczaj 🙂 bardzo ciekawy tekst, będę wracać po nowe. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Brak czajników zaskoczył mnie we Francji. Zwłaszcza, że wydawało mi się, że jak mają tak blisko do Wielkiej Brytanii to powinni jednak słyszeć, że woda na herbatę ma się gotować, a nie być tylko letnia. Nie mówiąc już o tym, że aż mnie oczy bolały, jak ktoś podgrzewał wodę w mikrofali.
    Za to te kable do sygnalizowania chęci wysiadania to nawet w jakimś filmie widziałam. Tylko nie mogę sobie w żaden sposób przypomnieć, w jakim 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Francja?! Wow to co piszesz jeszcze bardziej dowodzi, że podróże kształcą :)! Niby tak blisko, a taka mała, zwyczajna rzecz potrafi tak zaskoczyć. Nie pomyślałabym, że we Francji też spotkamy się z wodą z mikrofali 🙂 Tym bardziej, że tak jak piszesz – do angielskiego ‚tea time’ mają tak blisko :)!

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Też mi się to w głowie nie mieściło. Na pierwszej wymianie, uznałam, że trafiłam na taką mało „herbacianą” rodzinę, co wszystko robi w mikrofali (moczenie saszetki w letniej wodzie śni mi się po nocach :D). Ale za drugim razem, trafiłam na rodzinę, która specjalnie dla mnie wyciągnęła skądś jakiś antyczny zestaw herbat i spytali się, co mają z tym zrobić. Jak odradziłam mikrofalę to w desperacji wyjęli skądś garnek właśnie 😀
        Aż dziw, że u nas picie herbaty ma się tak dobrze…

        Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s