Ryga – Tallinn – Helsinki

Ryga – Tallinn – Helsinki

Postanowiliśmy odkryć czym są i jak smakują kraje bałtyckie. Końcem maja obraliśmy kurs na północ, gdzie zachęceni podróżą ‘w nieznane’ odkryliśmy  Tallinn, Rygę i… Helsinki.

Mówi się, że kraje nadbałtyckie stają się co raz bardziej atrakcyjną destynacją turystyczną. Mimo to, żaden z naszych znajomych nie zapuścił się jeszcze w ten rejon wschodniej Europy. Chcieliśmy przetrzeć szlaki!

Tallinn

Słyszeliśmy, że jadąc do Estonii i na Łotwę możemy cierpieć głód dlatego, że jako wegetarianie (a właściwie ichtiwegetarianie !)  nie przeżyjemy na ociekającej tłuszczem lokalnej kuchni. Na szczęście tak Łotwa jak i Estonia okazały się być dla nas znacznie łaskawsze.

Lot z Warszawy do Tallina, stolicy Estonii, liniami airBaltic był krótki i dość tani, a same linie lotnicze, którymi leciałam po raz pierwszy, fantastyczne! Mały, śmigłowy samolot zabrał nas najpierw do Rygi, a po kilku miłych godzinach na lotnisku do Tallina. Rzecz jasna ta trasa mogła być pokonana dużo szybciej, ale po co przepłacać?

Końcówka maja w Tallinie przywitała nas upalnie i bardzo pozytywnie. Zapewne właśnie dlatego Tallin wydał nam się być bardziej przytulnym miasteczkiem, niż stolicą państwa.

Nieduża starówka, którą można obejść w 3 godziny, jest pełna tajemniczych zakamarków. Kręte uliczki, mury i baszty przeniosły nas do czasów średniowiecza. Warto było pobłądzić, bo wszędzie czekały na nas zaskakujące zaułki i zielone podwórka. Tallin składa się z dwóch części Górnego i leżącego u jego podnóża Dolnego Miasta.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do najstarszej części Tallina – Górnego Miasta czyli na Wzgórze Toompea (z niem. wzgórze katedralne). Spójrzcie na zdjęcie – tam, w sąsiedztwie różowego budynku parlamentu, zdominowała nas ogromna i kolorowa cerkiew św. Aleksandra Newskiego (otwarta codziennie, wstęp wolny).

IMG_20160529_092619.vr

Cerkiew św. Aleksandra Newskiego została wzniesiona pod koniec XX w. jako symbol rosyjskiej dominacji na tych terenach, która trwała od czasów Iwana IV Groźnego i inwazji na Inflanty i Estonię. Naprzeciw niej widać różowy budynek parlamentu niepodległej Estonii.

Mieliśmy szczęście trafić na odbywającą się w środku mszę greko-katolicką. Bez nakrycia głowy nie chciałam wchodzić do środka, ale już za chwilę procesja wyszła na zewnątrz i okrążyła sobór. Schodząc ku Dolnemu Miastu zatrzymaliśmy się na tarasie widokowym, na którym tallińskie Dolne Miasto witało nas w całej okazałości.

PANO_20160529_094445.jpg
Taras widokowy z panoramą Dolnego Miasta, Tallinn, Estonia

Idąc w dół dotarliśmy do dawnego ratusza miejskiego (Raekoda) położonego na średniowiecznym rynku, na którym średnia wieku zwiedzających niemal równała się wiekowości ratusza 😉 Tak na prawdę, dookoła widzieliśmy tylko grupy leciwych turystów – Rosjan, Czechów, Niemców, Azjatów. A także Finów i Szwedów, którzy masowo odwiedzają stolicę Estonii w weekendy. Ale to wcale nie oznacza, że młodzi ludzie nie mają tam czego szukać!
Bo już za chwilę mieliśmy się przekonać, że Tallin nie jest aż tak średniowieczny :)!

IMG_20160529_100035.vr.jpg
Rynek w Tallinnie, Estonia

Wegetarianie w Tallinie

IMG_20160529_182215 (1).jpg
Najbardziej intrygowały mnie suszone śledzie!

Może i większość tradycyjnych łotewskich potraw zawiera mięso, ale bez problemu znaleźliśmy lokalną wege kuchnię. Przy rynku idealnym rozwiązaniem była Vegan Restoran V oferująca sporo dań. Jedyny minus – albo rezerwujecie wcześniej miejsce, albo liczycie na łut szczęścia tak jak my – knajpa jest bowiem bardzo oblegana. W okolicach rynku jedliśmy też w Von Krahli Aed, ale nie polecamy jej: opcja wegetariańska w menu to makaron z awokado (ku naszemu zaskoczeniu podany z wodą w której się gotował), a semi-wege to pielmieni z łososiem pływające w czymś co powinno być sosem, a jest zabieloną zupą pomidorową.

Korzystając z funkcjonalnej kuchni, w mieszkaniu które wynajmowaliśmy przez airbnb, wszystkie śniadania i kolację przyrządzaliśmy sami zaopatrując się w lokalnym sklepie samoobsługowym.

Wiele produktów mlecznych pochodzi od polskich producentów, więc zagadkę typu: czy ten serek jest słodki czy będzie nadawał się do kanapki z pomidorem szybko rozwiązywaliśmy.

W Tallinie postanowiliśmy się też zaopatrzyć w dobrą mieloną kawę. Tak właśnie, włócząc się po starym mieście w poszukiwaniu co raz to ładniejszych budynków na skrzyżowaniu ulic Olevimägi and Vene odnaleźliśmy sklep Kohvieri Mają tam różne gatunki kawy, którą mielą na miejscu.

Telliskivi czyli współczesna Estonia

IMG_20160529_152838-COLLAGE.jpg
Street art na Telliskivi, Tallin, Estonia

Trochę po hipstersku ze streetartem w tle zechcieliśmy pożyć jak lokalsi. Właśnie dlatego wynajęliśmy mieszkanie na Telliskivi. Skąd, tak na prawdę, mieliśmy rzut beretem do każdej części miasta. 

Ulica Telliskivi to stary kopleks fabryczny przemieniony w serce tallińskiej hipsteriady. To nie tyle miejsce co koncepcja zrzeszająca wszystko to, co kreatywne: sklepy fair trade, butiki vintage, estoński design i kilkanaście knajpek, w których dobrze zjecie (F-Hoone, Frenchy, Foody Allen) i napijecie się lokalnego piwa! Pełny chill.

Tallinn pełen jest murali, a w Telliskivi zobaczycie chyba te najlepsze. Warto też zainteresować się lokalnymi festiwalami, bo jest to najlepszy sposób by poznać lokalsów.

My trafiliśmy akurat na odbywające się w niedzielę ‘dni dzielnicy’ w trakcie których mieszkancy otwierali swoje ogrody, ustawiali namioty, rozkładali straganiki z bibelotami i zapraszali na grila za symbolicznego eurosa. Na nas oszałamiające wrażenie zrobił domowej roboty sos słodko-kwaśny, który kupiliśmy na jednym z podwórek.

IMG_20160529_162307-COLLAGE

Co jeszcze robić w Tallinnie

Jeszcze przed przyjazdem sprawdziliśmy tallińską  ofertę escape roomów. I tak trafiliśmy na Exitroom na ul. Weizenbergi 9 gdzie uciekaliśmy z pokoju Draculi. Śmiało przyznaliśmy potem, że był to najlepszy escape room w jakim byliśmy! Pełen interaktywnych zagadek i odgłosów nie raz sprawił, że ciary przechodziły nam po grzbiecie. Co więcej! Średni czas ucieczki to 45 min, a my daliśmy radę uciec już po 31 minutach – ale to pewnie dlatego, że jesteśmy starymi wyjadaczami :).

Jeśli myślicie, że widzieliście już wszystko, możecie też jechać na plażę! Nas zabrał tam autobus linii 33 Wysiedliśmy na Lõime i ruszyliśmy przed siebie brzegiem Zatoki Tallińskiej.

IMG_20160529_191053.vr.jpg
Plaża w Tallinnie

Czy w Estonii mówi się po rosyjsku?

Jako że język estoński zaliczany jest do tej samej rodziny języków ugrofiński co fiński i węgierski – nie jest podobny do żadnego innego języka. Odnieśliśmy wrażenie, że większość ludzi zna rosyjski, ale co z tego skoro my po rosyjsku “ni panimajym’. Angielski wystarczył nam w zupełności – w końcu Tallin jest europejską stolicą, a my sami nie widzieliśmy sensu w nauce estońskiego.

Prom do Helsinek

Zwiedzanie Tallina poszło nam dość sprawnie, a mieliśmy spędzić w nim 4 dni. Kuszącą opcją była wycieczka promem do Helsinek. Opiszę ją więc w kolejnym poście 🙂 

 

2 thoughts on “Ryga – Tallinn – Helsinki

  1. mnie się nie udało dotrzeć do serca tallińskiej hipsteriady, a wygląda całkiem, całkiem. Tallinn faktycznie przegrywa z innymi europejskimi kierunkami, ale tym lepiej dla tych, którzy tam docierają. Pozdrawiam serdecznie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s